← Wróć do bloga

Brałam około trzydziestu tabletek przeciwbólowych miesięcznie. Brzmi dużo - ale dla wielu kobiet w podobnej sytuacji to norma. Rano jedna żeby wstać. Wieczorem jedna żeby zasnąć. W środku dnia kiedy ból wracał.

Nie zastanawiałam się wtedy co te tabletki robią z moim ciałem. Myślałam tylko o tym, żeby bólu nie było. To jest naturalne - kiedy boli, chcesz żeby przestało boleć. Ale jest coś, o czym lekarze rzadko mówią wprost.

Lek przeciwbólowy nie leczy

Tabletka przeciwbólowa robi jedną rzecz: blokuje sygnał nerwowy który informuje mózg o bólu. To nie jest leczenie - to jest wyciszenie alarmu. Alarm milczy, ale przyczyna pozostaje.

Co więcej - ciało szybko się adaptuje. Po kilku tygodniach regularnego przyjmowania leków ta sama dawka daje mniejszy efekt. Potrzebujesz więcej. Albo silniejszego leku. To jest mechanizm tolerancji i działa niezależnie od tego jak silna jest Twoja wola.

Leki przeciwbólowe to narzędzie ratunkowe - dobre na ostrą sytuację. Kiedy stają się codziennością, organizm płaci za to cenę.

Co się dzieje z organizmem

Większość popularnych leków przeciwbólowych to NLPZ - niesteroidowe leki przeciwzapalne. Działają przez hamowanie enzymów które produkują prostaglandyny - związki odpowiedzialne za zapalenie i ból. Brzmi dobrze. Ale te same enzymy chronią błonę śluzową żołądka i regulują przepływ krwi przez nerki.

Długotrwałe stosowanie NLPZ uszkadza błonę śluzową żołądka, obciąża nerki i wątrobę, może podwyższać ciśnienie krwi i zwiększać ryzyko problemów sercowo-naczyniowych. To nie są rzadkie skutki uboczne - to są dobrze udokumentowane konsekwencje regularnego przyjmowania tych leków.

Mój organizm przez kilka lat brał co miesiąc trzydzieści tabletek. Jednocześnie walczył ze stanem zapalnym stawów, niedoborami snu i stresem. Kiedy w końcu dostałam skierowanie do specjalisty - termin był za dziesięć miesięcy.

Czego szukałam

Nie szukałam cudu. Szukałam czegoś, co zadziała na przyczynę, nie na objaw. Czegoś, co nie obciąży dodatkowo wątroby i nerek. Czegoś, co da ciału sygnał do regeneracji zamiast blokowania sygnałów.

Kiedy trafiłam na technologię fotobiomodulacji byłam sceptyczna. Ale byłam też w miejscu w którym nie miałam już wiele do stracenia - i miałam trzy miesiące gwarancji zwrotu. Po czterech dniach ból w stawach zmniejszył się na tyle, że mogłam usiąść bez łez.