Jeszcze dwa lata temu moje życie było ciągłą walką o przetrwanie. Nie było w nim miejsca na nic innego – ból dyktował każdy mój ruch.
Każdy dzień zaczynał się tak samo: jeszcze nie otworzyłam oczu, a już czułam napięciowy ból głowy lub migrenę. Przez 25 lat zmagałam się z ogromną sztywnością karku i szyi. Moje mięśnie były w ciągłym, mimowolnym skurczu – nie odpuszczały nawet na chwilę, nawet w nocy. Lekarze przez lata zmieniali tylko leki, ale żadna tabletka nie przynosiła trwałej ulgi.
Szukałam ratunku wszędzie. Zmieniałam poduszki ortopedyczne, licząc na to, że rano obudzę się bez sztywności ciała. Nie budziłam się. Przez chroniczne napięcie mięśniowe cierpiałam na bezsenność. Mój organizm nie potrafił przejść w stan odpoczynku, a brak snu sprawiał, że napięcie tylko narastało.
Z czasem dolegliwości rozlały się na całe ciało. Miałam wrażenie, że każda tkanka spina się sama, poza moją kontrolą. Do tego doszedł pęknięty bark i narastający ból oraz pieczenie stawów. Zginanie nóg stało się wyzwaniem. Chodzenie, siadanie, a nawet wsiadanie do samochodu stały się problemem ponad siły – bywało tak, że nogę do auta musiałam dosłownie wstawiać ręką.
Podejrzewałam u siebie wszystko: tężyczkę utajoną, boreliozę, fibromialgię, a nawet RZS (reumatoidalne zapalenie stawów). Kiedy usłyszałam, że na badania specjalistyczne muszę czekać 10 miesięcy, poczułam całkowitą bezsilność. Byłam wtedy „jednym wielkim bólem" i przyjmowałam około 3 tabletki przeciwbólowe dziennie, by móc jakkolwiek funkcjonować.
Nie szukałam cudu. Szukałam narzędzia, które pozwoli mi na skuteczne rozluźnienie napięcia w ciele i normalne życie. Kiedy trafiłam na technologię LifeWave, byłam sceptyczna. Ale byłam też w takim miejscu, że nie miałam już nic do stracenia.
Dziś wiem, że to, co czułam jako nieustanny zacisk, to był mój pancerz mięśniowy – zapis lęków i blokad, które moje ciało niosło przez lata. Dzięki połączeniu fototerapii z pracą nad własnymi wzorcami, uruchomiłam proces bioregenezy. Nie musiałam czekać 10 miesięcy na termin u lekarza, by poczuć, że moje życie zaczyna się zmieniać.
Dziś uczę innych, jak odzyskać wpływ na własny organizm i jak trwale pozbyć się sztywności, która więzi nas we własnym ciele.
Przestałam mieć uderzenia gorąca i bezsenność. Wcześniej ciało było rozregulowane - teraz mam spokój i normalnie funkcjonuję. Organizm przestał mnie męczyć dzień i noc.
Miałam dni, kiedy energetycznie mnie wycinało nawet na kilka dni. Teraz tego już nie mam. Energia się ustabilizowała - nie wpadam już w takie zjazdy jak wcześniej.
Mięśnie były ściągnięte, twarde, cały czas w zacisku. To odpuściło. Ustąpiły też napięciowe bóle głowy, z którymi męczyłam się 25 lat.
Pierwsze efekty po 4 dniach. Po 2 miesiącach uklękłam. Po 8 miesiącach objawy całkowicie się cofnęły. Wcześniej stawy po prostu nie dawały mi żyć.
Bezsenność przez 25 lat. Pierwszy raz naprawdę się wyspałam. Na zegarku mierzącym sen widać było fazy głębokiego snu. Nie było już tylko wrażenie - był dowód.
Pęknięta kość ramienia i ból, który nie dawał mi żyć. Ból ustąpił. Mogę normalnie ruszać ramieniem - bez ograniczenia, które czułam praktycznie cały czas.
Drętwienia rąk w nocy - to też ustąpiło. Sen stał się spokojniejszy, a ciało przestało mnie budzić takimi objawami.
Jak puściło napięcie i wrócił sen, zmieniło się całe codzienne funkcjonowanie. Więcej spokoju, więcej siły. To nie jest jeden objaw - to różnica w całym życiu.